8 lutego 2017

Przyjaciel

Potrzeba czasem przyjaciela.
Choćbyś widział go dwa razy do roku. Choćbyś nie słyszał za często bo albo dzieci Ci płaczą i mylisz dzień z nocą, albo on na drugim kontynencie szczęścia szuka. 
Ale jak wiesz, że jest to w zupełności wystarczy. Jak rozumiecie się. Jak szanujecie i winą nie obrzucacie. To choćby życia wasze niczego wspólnego ze sobą nie miały poza powietrzem i wspomnieniami, to się odnajdziecie. To będziecie. To wspólnego języka nie zapomnicie, nie zgubicie. 
I kiedy któryś w potrzebie będzie, nie zawstydzi się numeru wybrać. Nie będzie się bał pytań "dlaczego milczenie takie długie było", tłumaczyć niczego nie będzie musiał. Wystarczy, że ten telefon odbierze i wysłucha szczerze. 

I pewnie kiedy ja pieluchy prac przestanę Ty zaczniesz. Kiedy ja z mężem podróżować spontanicznie, tylko we dwoje będę, Ty pod uwagę weźmiesz jedynie ośrodek blisko szpitala w razie potrzeby i z atrakcjami dla dzieci małych.

Już tyle lat minęło odkąd świadkiem najważniejszym mi byłaś. Odkąd trzymałaś kciuki za ryzykowne moje działania i szczęście wątpliwe. Jak sluchalaś, że ja nie wiem co dalej, że już po miłości, że życie ciężkie sobie zgotowałam i nie mówiłaś wtedy wiele, bo co tu mówić jak się pojęcia nie ma. I za to dziękuję. Za to że nie mówiłaś. Za tą przestrzeń jaką miałam, za wsparcie myślą. Że wiedziałam. Dziękuję za radość, że jednak nie po miłości. Za wiarę, że jeszcze będzie pięknie. W końcu za radość wspólną, że pięknie się stało. 

Nieustannie czekam aż piątkę sobie przebijemy. Albo sukces Twój zawodowy oblewać będziemy. Dumna jestem z każdej Twojej podróży, dumna z odwagi Twojej, której mi brak. Z siły jaką się wykazałaś dopiero co... Wiem ile kosztowała Cię ta jedna decyzja... Nie zdążyłaś odetchnąć jak cios w plecy dostałaś. 

Tak myślę sobie, że nie chodzi w tym o to, żeby rozwiązywać czyjeś problemy. Nie od tego jest przyjaźń. Nie chodzi też o to, żeby być na każde zawołanie. Myślę nawet, że dopiero można być dobrym, przyjacielskim kompanem jak umie się samemu ze sobą pogodzić, samemu problem rozwiązać. Bo co miałby ktoś doradzić? W głowie naszej nie siedzi, życiem naszym nie żyje, z facetem tym samym nie śpi i dziećmi tymi czasu nie spędza. No to co on wie? Najcenniejsze rady uniwersalne. I tymi powinien się posługiwać. Powinien powiedzieć, że będzie lepiej. Bo zawsze jest, takie prawo natury. Że nie jest sam, że zawsze możesz na niego liczyć i zadzwonić w nocy o północy. I że najważniejsze to myśleć o sobie. Tak. Bo jak z nami coś się stanie to na co w ogóle te rozterki skoro dla samego siebie lepszego jutra się nie chce? Bo tak jest w życiu, że w kłopocie to marnie się myśli i rachuje. Czasem oczywistośc ciężko dostrzec i po to ten przyjaciel żeby ją pokazał. Ale nie ciągnął za rękę. Pokazał drogę i powiedział co na niej widzi. Na zachętę. Ale ruszyć trzeba samemu.

No i tak chciałabym żebyś wiary w siebie więcej miała. Żebyś miała świadomość jak CUDOWNYM jesteś człowiekiem. Nie da się zbawić świata, a Ty tak strasznie starasz się wszystkich zadowolić. Widzę z boku jak między grupami w pracy, wyczekujących Cię znajomych chcesz odwiedzić, imprezy im obiecane zaliczyć, zwierzeń zaległych wysłuchać.

Najpiękniejsze jest to, że kiedy spotykamy się u mnie, po roku całym, nie jesteś gościem...i to nie ja robię kanapki Tobie, tylko Ty mi. 
Bo przyjaźń to relacja trudna. Trzeba nad nią pracować, podejść z pokorą, pochylić nad nią czasem i nie oczekiwać niczego. Trudniejsze jest chyba tylko małżeństwo. :) 

Tyle miesięcy przemilczanych, spotkań umówionych i odwołanych. A ja na myśl o ślubie Twoim wzruszam się jak głupek. I doczekać nie mogę jak to szczęście swoje napotkasz. I jak z gromadką naszą, zgodnie z planem, nad radziejowickim jeziorkiem usiądziemy. 

Bo potrzeba czasem przyjaciela. 
❤️

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz