11 lipca 2016

poradzi sobie

Twoje dziecko potrzebuje Cię mniej niż Ci się wydaje, Matko.
Mam na myśli te starsze nieco. 3,4,5 lat...to już mali dorośli. Kto by pomyślał. Nie wiedziałam. Przepłakałam kilka godzin, kiedy usłyszałam, że postępu w porodzie nie ma. Że poleżę ze dwa dni i zobaczymy.
Jakie dwa dni?! Ja nie mogę! Pani kochana, na mnie tam Syn stęskniony czeka. Czy zaśnie dziś, nie wiem. Pewnie w nocy będzie się budził i Mamę wołał. 
Pani kochana, ja tu urodzić przyszłam i za 3 dni do domu chce iść. Już na zawsze tak. Już nie zostawiać więcej Synka mojego małego. 

Zdziwiona bardzo była ta Pani, że ja zawiedziona z faktu ze przed czasem nie urodzę. Przecież jeszcze nie pora na Młodszego, dobrze jakby jeszcze posiedział w brzuchu. A ja to wiedząc doskonale o poród w duchu prosiłam, bo już na tyle duży...że może starczy a ja do tego co jest już się spieszę. Bo skoro już natura goni to proszę, powitam z radością właśnie teraz. Już.

Nie mam obaw, że mniej pokocham. Już kocham najmocniej. Nic przez Niego. Żadnej winy. Ale swoje przepłakałam bo to najgorsze wizje miały się spełnić. Że ja w szpitalu kilka dni po to, żeby za kilka znów tam wrócić. I tego starszego tak szkoda straszliwie, bo on najbezpieczniejszy z Mama.
Jakże daleko od prawdy byłam!

Zaczynając od tego, że u Dziadków z Tatą noc przespał i rano szczęśliwy przedreptał żółtko z Babcia w jej łóżku wciągnąć, to kiedy po południu odważyłam się zadzwonić i poprosić o rozmowę z Nim, po kilku głębszych wdechach żeby się nie rozpłakać, On na szybko zapytał jak u mnie, czy leżę i jak ma się Dzidziuś. Na pytanie co u Niego, szybko powiedział, że gra właśnie w zgadywankę jakąś i jakby nie bardzo ma czas teraz. Szczęśliwy, roześmiany taki. Jaka ja się dumna poczułam. Zazdrosna może nawet trochę, niedowierzająca, zaintrygowana Mama Starszaka. 

Zrobiłam Mu niespodziankę wracając do domu. Nikt Go nie poinformował i wiecie co? Jak weszłam do pokoju powiedział tylko znad plasteliny 
- "o, cześć Mamo. Choć zobacz co robimy z ciocia!" 
A czego się spodziewałam pewnie się domyślacie. Pisku, wpadania w objęcia i łez szczęścia nie było. Właściwie na przytulasa (dopomnianego) miał czas po kilku godzinach dopiero.

Także już zupełnie inaczej podejdę do tematu idąc na kolejna próbę porodu;-)
Syna mam dużego, zaradnego, ciekawego świata i nie bojącego się ludzi. Zdecydowanie to ja jestem od Niego bardziej uzależniona. To ja nie mogę.sobie znaleźć miejsca, kiedy dłużej Go ze mną nie ma. On na szczęście rozwija się prawidłowo. Nie ma problemu z separacją, wręcz powiedziałabym, że czasem tego potrzebuje. 

Wszystko jest w naszej dorosłej głowie. Naszych obawach, znajomości zagrożeń. Dzieci sobie radzą lepiej niż moglibyśmy podejrzewać. I bliscy na prawdę są w stanie zająć się naszymi Maluchami równie dobrze. Myśl mam taką przy okazji, że chyba też czas na samodzielny wyjazd wakacyjny się zbliża. 
Że naturalnie do tematu późniejszych kolonii i zimowisk dotrzemy. 
Ja dotrę.

I tak powstała wioska smerfów.
i drzewko wspomnień. Kolorowe.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz