26 czerwca 2016

dzień Taty

(opóźniony o czym pisałam na facebook'u. Na chwilę wskoczyliśmy do siebie i od razu publikuję to co napisane było na czas. Na przypomnienie w przyszłym roku będzie:) )

Dzień ojca tuż tuż i zastanawiam się z jakimi emocjami powinno się go,świętować.
Można przyjąć, że to dzień wdzięczności za to co dzięki Niemu mamy, za to kim jesteśmy, za poświęcenie, za dobry przykład.
Można też przyjąć ten dzień za okazje do całorocznego rozrachunku relacji z ojcem. Zarówno naszym jak i naszych dzieci, jeśli już je mamy. Okazję do podjęcia próby poprawy. Do zaległej rozmowy. Jednocześnie będzie to z całą pewnością najlepszy dla Niego prezent.
Ja zdecydowanie wykorzystuje tę okazję do zatrzymania się, skupienia na relacji. Na dostrzeżeniu za co jestem wdzięczna, jaką w zamian powinnam być córką. Co chcę zmienić póki jest czas. Jakiego ojca chcę dla swoich dzieci.
A w tym roku chciałabym przerobić ten dzień jeszcze dokładniej. Zapisać wszystko i za rok móc do tego wrócić.
Ilu Ojców mam w swoim najbliższym otoczeniu? 4.
Bóg Ojciec, mój Ojciec, Ten moich dzieci i Jego Ojciec.

Bóg.
Wierze w Niego, choć chyba nieco na swój sposób. Wybijam się z tłumu, nie chodzę co niedziela do kościoła, w święta ważniejsze jest dla mnie stworzenie wyjątkowej atmosfery wśród najbliższych niż słuchanie kolejny rok tego samego przez minimum godzinę. Choć powinnam. To część tradycji z mojego domu. Może nie dość mocna? Z czasem chcę do tego wrócić bo wiara daje mi spokój. Pamiętam, że jako nastolatka, kiedy nie radziłam sobie z czymś szłam i klęczalam przed ołtarzem. Pomagało. Być może abstrakcyjny ale chce żeby moje dzieci znały ten sposób na wyciszenie. Wyboru dokonają same, ale chciałabym im to pokazać. Na ta chwilę to jedynie chęci bo nie czuję się szczera w namawianiu Alka do mszy. Sama wolę w tym czasie iść na spacer, spędzić czas bardziej razem niż obok siebie w ławce. Spróbuje jeszcze innego kościoła. Odpowiednio przeprowadzona msza i odpowiedni człowiek przy ołtarzu to większa polowa sukcesu. Wtedy może przekonywac nikogo nie będzie trzeba.
Nie odwiedzam Go więc od dłuższego czasu ale wierzę, że istnieje. Kiedy zachwycam się naturą, dziękuje za to Jemu. Kiedy widzę klęski żywiołowe, tragedie ludzkie...dociera do mnie jak bardzo nie mam na nic wpływu. Tylko mi się wydaje, że mam kontrolę nad wszystkim. Może wszystko iść zgodnie z moim planem aż jednego ranka wydarzy się coś, przez co całkowicie odmieni się moje życie. I nic co do tej pory znaczenia mieć nie będzie. Ot tak. Jednego dnia. Wierzę, że to tylko wola Boża. Ale również w to, że być może za dobre wynagradza. I jeśli będę dbała i doceniała dane mu życie i szanse to kłód pod nogi nikt rzucał nie będzie. A jeśli jakieś napotkam przełożę je na naukę, na ćwiczenie swojej siły i osobowości.
Z wdzięcznością witać każdy nowy dzień chcę. I nauczyć tego moje dzieci. Wtedy żyje się lepiej. Roztropniej. Bez nadęcia. Zdecydowanie.
Wierzę, że sposób w jaki się żyje i to jak do niego podchodzi więcej znaczy i więcej jest warte niż rytuał coniedzielnej mszy. Wielu to praktykuje, a wychodząc bezczelnie łamią Boże przykazania. Są źli i niewdzięczni.
W to wierzę.

Mój Tata.
Jako najmłodsza z Jego córek wydaje mi się, że doceniam Go najbardziej. Może dlatego, że to nie na mnie uczył się rodzicielstwa. Ja pamiętam mniej popełnionych przez Niego błędów. Widzę niemal same dobre Jego cechy, te gorsze od razu usprawiedliwiam. Typowa córeczka Tatusia. Miałam być chłopcem, marzył o Synku...jestem ja. Dałam mu wnuka. I kiedy zaszłam w pierwsza ciążę przeszło mi przez myśl, ze chce mieć Syna również dlatego, że mój Tata o nim marzył. Żeby miał tego wymarzonego kompana do połowu ryb, do spacerów po lesie...
Przede wszystkim jest na prawdę kochanym Tatą i Dziadkiem. Nie przypominam sobie żeby umiał mi kiedyś odmówić. Pamiętam, że próbował ale ostatecznie wstawał z łóżka o 22, przebierał się z piżamy i szedł po batonika bo mialam nauki dużo, czasem jedynie wymowke, że potrzebuje czekolady na mózg, żeby lepiej mi się myślało. To dla mnie teraz nie do pomyślenia. No przesada. Mogłam pomyśleć wcześniej, mogłam zamiast tego batona, zrobić sobie kakao, mogłam iść sama bo sytuacje miały miejsce jeszcze w liceum kiedy imprezy całonocne już zaliczalam to i do sklepu po 22 iść mogłam. Szedł jednak On. Gotowy już do snu. Tak samo teraz zachowuje się w stosunku do wnuków. Czasem próbuje tłumaczyć, odmawiać...ale zanim te Małe diabełki uciekną się do łez On już ulega.
Mój Tata jest mniej wrażliwy i emocjonalny niż Mama. Cenie to w nim bardzo. Czasem zbyt ostre osądy wydaje. Czasem zanim pomyśli to robi. Nie ma w zwyczaju okazywać uczuć. Nie mówi o nich nigdy. Ale taki już jest. I dzięki Niemu właśnie, w dużej mierze, ja jestem jaka jestem.
Mimo tego, że daleko mu do ideału, pokazał mi wyraźnie cechy, którymi ma się wyróżniać mój przyszły mąż. Niesamowicie Jego osoba kojarzy mi się z dobrocią, ze spokojem. Rzadko się kłóci. To Mama jest tą wybuchową. On tym milczącym, co ją dodatkowo nakręca. Choć pod Jego wpływem się wycisza. Bardzo powoli ale...temperamentu się jednak nie oszuka:-)
Brakuje mi w naszej relacji bliskości, rozmowy. Nigdy nie rozmawialiśmy. Wymieniamy jedynie informacje. Od zawsze. A i tak uważam, że z całej 3 rodzeństwa mamy najlepszy kontakt. Szanuje to. On też kiedyś tego nie doświadczył. Skąd ma umieć teraz? Rozumiem to i szanuje wysiłek jaki włożył w wychowanie 3 córek. Mieszkanie z 4 kobietami. Przecież to musiało być chwilami okropne! Nie do ogarnięcia umysłem, przyozdobione rozkładaniem rąk z bezradności i zwyczajnej niewiedzy "o co do cholery w ogóle im chodzi?!".
Widzę u siebie dużo Jego cech. Jako nastolatka byłam raczej chłopaciarą. Wolałam męskie, to bardziej wyluzowane towarzystwo. Mam dużo dystansu do siebie, wyrozumiałości dla innych. Pewnie dlatego uwielbiam mieć syna, cieszę się bardzo, że już niedługo urodzę drugiego. Nie wykluczam, że w którymś momencie zacznę mieć po dziurki w nosie tych litrów testosteronu. Wtedy tym bardziej zobaczę co mógł czuć mój Tata jako jedyny mężczyzna w rodzinie. Wg mnie odwalił kawał dobrej roboty i robi to nadal zarówno w stosunku do mnie jak i do wnuków. Widzę też niesamowitą zależność. Mój Tata ma wiele cech jakie pamiętam u swojego Dziadka od strony Mamy. A wiec szukała w przyszłym mężu swoim podobieństwa do swojego Taty. Dokładnie tak samo ja. 

Tata moich dzieci.
Mój mąż jest ponadprzeciętnie uczynny, dba o innych bardziej niż o siebie, ostatnio nawet zobaczyłam swoje dzieciństwo, kiedy Alek jęczał wieczorem, że chce loda. Rano byli w zoo i zjadł dwa. A dokładnie zjadł Piotrkowi bo On całą wycieczkę twierdził, że nie chce, po czym próbując od Piotrka już mu nie oddawał. Ale to się nie liczyło bo to nie był cały Jego, rozumiecie...czyjś się nie liczy ;-) i ten mąż mój uległ. Choć nie było podstaw. Choć Alek nie miał racji. Jak ja kiedyś...o 22 batonika na mózg. Poszczęściło mi się niesamowicie bo On ma cech wspaniałych ponad miarę. Bo jest też dla mnie wsparciem, mogę na Niego liczyć, możemy pogadać o metodach wychowawczych testowanych na naszych dzieciach. O tym jaką zastosować dietę, kiedy. O wycieczkach, o ubraniach, o meblach do samodzielnego zrobienia. Oczywiste, że każdy z tych tematów przerabiany jest z różnym zainteresowaniem, nie każdy mu leży ale nie spławia mnie. To fajnie z Jego strony. Pisałam o tym nie raz ale to wszystko jest wypracowane. Kiedy się poznaliśmy bliższe mu były praskie walki i wyścigi samochodowe niż noszenie dziecka na barana czy prasowanie mikroubranek. To jaką drogę przeszliśmy...On przeszedł-jest niesamowite. Zasługuje na wiele. Na na prawdę wiele. Mam nadzieję, że żadne z nas tego nie zepsuje. Do tego przecież wystarczy chwila.
Tak samo jak mój Tata, Piotrek nie umie się kłócić. On nie pyskuje, nigdy nie widziałam Go 'w akcji'. Tzn czasem kłóci się ze mną. Ale to ja zaczynam. To ja wypominam i krzyczę. Z rodzicami nigdy. Znamy się ponad 6 lat. Mieszkaliśmy u Jego rodziców kilka miesięcy i nigdy nie byłam świadkiem ich kłótni. Jego rodziców zresztą też nie. Może ze dwa razy jakoś ostrzej zdania zamienili, ale po godzinie jakby sprawy nie było. Także męża takiego zawdzięczam Teściom. I wiedzę praktyczną, że to o przykład tu chodzi. Nic nie dadzą rozmowy, tłumaczenia. Jak rodzice nie drą kotów to i dzieci nie będą tego robić. Ot tak. Na 99%.

Tata Piotrka?
Żyje po to żeby pomagać innym. Nie liczy na nagrodę. Na zapłatę. Gdzieś potrzebna pomoc? On tam będzie w 30 minut!! Poważnie, widziałam na własne oczy. Nie trzeba powtarzać dwa razy. Możesz być obcy a możesz znać i nie odzywać sie 5 lat. Powiesz, że Go potrzebujesz i On pomoże. To Anioł nie człowiek.
Uwielbia swojego Wnuka. Nieba by mu przychylił.
To wspaniałe, że takie geny mogą się powielać. To wspaniałe, że spotkałam takiego mężczyznę, że został moim mężem, że ma takie korzenie, że nasze dzieci mają takich wspaniałych dziadków a my rodziców.

To przerażające jak różni byli moi poprzedni chłopcy! Ale to bardzo cenne mieć porównanie, może również dzięki temu tak doceniam co teraz mam:-)

No to wszystkiego dobrego Tatusiowie!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz