8 maja 2016

Małe rzeczy. Ważne.

Rzeczy ważnych chcę nauczyć moich synów.
Rzeczy ważne chcę im pokazać bo wiem, że nauka to najlepiej na przykładzie.

A takich na przykład jak całowanie w dłoń kobietę na powitanie.
Jak przepuszczenie jej w drzwiach.
Jak śniadanie do łóżka raz na jakiś czas.
Jak szacunek do drugiego człowieka.
Umiejętność docenienia trudu czyjegoś.
Umiejętności dostrzegania w małych sugestiach, że u kogoś gorszy dzień
że komuś - niby że nie, ale na prawdę pocieszenia potrzeba, takiego dyskretnego
takiego, że niby nie.

Tymi pierwszymi, starodawnymi, przestarzałymi to myślę, że świat dzisiejszy podbić można.
Zwojować gestami małymi.

Pamiętam do dziś obraz Męża mojego, który przy pierwszym poznaniu tak obdarował serce Babci.
18-letni chłopak wtedy, ujął dłoń,
tę pomarszczoną, strudzoną
i eleganckim, pełnym szacunku pocałunkiem przyozdobił.

Serce, poparcie, uznanie i podziw Babci tej mojej tym zyskał.
Ot tak, w chwili jednej, 
na powitanie.

A ja?
No do dziś dnia obraz ten mam w pamięci niezwykle wyraźny
i nadziwić się nie mogę jak On,
ten osiemnastolatek
w czasach dzisiejszych...

Piszę tak i się zamyślam co chwilę, że to chyba jednak nie ja.
Ja to tylko gadaniem mogę.
Ale ten Mąż mój przykład dać musi.

I myślę też tak, że chyba przypomnieć mu nieco trzeba.

Tylko tej Babci już nie ma




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz