9 maja 2016

Baw się! są profity.

Pogoda zrobiła się ładna, plac zabaw się zaczął i od razu takie pozytywne zdarzenia!

Na oko miała ze 20 lat.
Modnie ubrana, widać artystka taka trochę.
Razem z nią około 6-letni chłopiec. Domyślam się, że podopieczny jej.
Weszli, zakręcił się i o zabawę poprosił. Ją.
Konkretną. Widać, że spędzają tak czas często.

Ona była zombie, ganiała go z rękami przed sobą, całe ciało i ducha angażując.
Wydawała z siebie upiorne odgłosy i nie spoglądała nawet na tych siedzących. Zdawała się nie zważać na to co o niej pomyślą.
Był On i Jego radość.
To się liczyło.

Niby nic a jednak tak nie często widziane.

Żeby dorosły tak się wygłupiał?
Żeby tak głośno przy wszystkich?
Żeby po domkach dziecięcych skakać?
Przecież to nie wypada!
Przecież to dla dzieci!

A dla tego Dziecka ta autentyczność ważna taka.
Przecież z daleka widać czy ktoś bawi się z chęcią, czy frajdę mu to sprawia, 
czy na siłę, z obowiązku, bo musi.
Widać z daleka a dziecko czuje, że się ten dorosły spieszy, krępuje, myślami ucieka.

To było magiczne, inspirujące takie, no wspaniałe.
Móc być świadkiem tej szczerej zabawy.

Być może dlatego tak się zachwycam bo ja sama mam z tym problem.
Bo ja walczę z "co ludzie powiedzą",
bo zabawa mnie męczy,
bo w głowie tysiąc innych spraw.
Walczę i uczę się całą uwagę skupiać na dziecku
nie rozpraszać 
w czasie wydzielać konkretnie, 
jak trzeba go na wszystko dokładnie
i od tego zacząć uczyć się zabawy.

Sprawdziłam już.
Działa.
Tylko jeszcze te obowiązki na bok z głowy wyjąć...

A i naukę z tego co widziałam wyniosłam. No taką, że hej!
Bo ja tak w sumie mało wiem.

Dziewczyna biegała z chłopcem dosłownie kilka minut.
W chwilę taką, bez trudu, kilka małych serc zdobyła.
Zaczęły dołączać się inne dzieci zapatrzone w Nią jak w okaz najwspanialszy na świecie.
Badawczo, analizując czy to aby się dzieje
i poznając zasady zabawy zaczęły bawić się już w swoim gronie.
Bo nagle tych zombie zrobiło się wystarczająco 
a i uciekających ofiar nie mniej.

A Ona?
Od tej pory miała czas dla siebie. 
Na telefon, na opalanie, na siedzenie na ławeczce i patrzenie, ot tak.
Nie dość! 
Jeszcze satysfakcję jaką mogła mieć, że zaaranżowała taką fajną, integrującą zabawę całej grupie dzieci!

No i czy nie o to w tym wszystkim chodzi?
Że dzieci od kogoś muszą się nauczyć też tego jak się bawić.
Trzeba pokazać, żeby później móc siedzieć i z dumą patrzeć. 
Żniwo z satysfakcją zebrać.
Nie wszystko z przedszkola wyniosą, od innych dzieci zaczerpną.
Rodzic zaangażować się musi jak chce bez wyrzutów sumienia mieć więcej czasu dla siebie.

Oczekujemy, że zajmą się same sobą chociaż chwilę
tą co my obiad, podłogi czy pranie
A sekret znów tkwi w banalnej treści.
Pokaż dziecku 5 razy, że ta zabawa to fajna, 
na czym ona w ogóle polega,
pozwól ją polubić a kolejny raz możliwe będzie, że nie tylko obiad zrobisz ale i artykuł w gazecie spokojnie przeczytasz.

Warto. 
A i frajda, że pracuje się również nad sobą samym, swoimi ograniczeniami jak moje "co ludzie powiedzą". 
To dopiero satysfakcja! 
:)







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz