12 października 2015

Telefon od Niej

Wracałam z naświetlań (wyrwałam 8 i uszkodzili mi nerw ;P - podkreśla to tym bardziej, że ostatnio coś mnie prześladuje) z wywieszonym językiem, jedyną myślą zbiorczą - JEŚĆ, KAWA, LEŻEĆ. A nie, nie leżeć...poskładać pranie.
Szłam czym prędzej, świadoma że z każdym krokiem czasu zostaje mi coraz mniej, bo do pracy jednak wróciłam i na czas dotrzeć trzeba ... i wtedy zadzwoniła Ona.

A telefonu od Niej się nie odrzuca. Zawsze odbiera. Nigdy nie kończy się rozmowy przed Nią.
Bo tak.

Zrobiłam połowę z rzeczy zaplanowanych, z telefonem przy uchu, starając się skupić na rozmowie najmocniej.
No i wypiłam tą kawę...w najlepszym towarzystwie z możliwych. Cóż, że telefoniczną:D
Śmiało mogę odhaczyć na tym dniu fakt, że nie zaniedbałam, nie zawiodłam. Uwielbiam kłaść się wieczorem i robiąc dzienny rachunek sumienia nie wyrzucać sobie, że mogłam coś zrobić a nie zrobiłam. Że mogłam odebrać, dłużej pogadać a powiedziałam, że muszę kończyć bo obiad robię, że wychodzę gdzieś właśnie, że oddzwonię później i o tym zapomniałam... Uwielbiam to uczucie spełnienia, poczucie, że to był dobry dzień i że wykorzystałam go tak jak chciałam. W całości.

Czas nieubłaganie, szybko mija. Wiem, że już tak niedługo Jej ze mną nie będzie. Nie zadzwoni, nie pozmienia mi planów, nie wypiję z Nią kawy, nie dowiem się co u niej, nie usłyszę Jej głosu, nie poznam trosk, nie wkurzę się na nią, nie wyprowadzi mnie z równowagi przekonując do swoich jedynie słusznych racji.

Wiem, że będzie mi cholernie ciężko, przykro i źle.
Wiem, że będzie mi tego wszystkiego bardzo brakowało.
Będę miała jeszcze większe poczucie winy za to, że kiedykolwiek głos na nią podniosłam choć to ludzkie takie,
że kiedykolwiek mówiłam, żeby zrzędzić już przestała.

Będzie coraz trudniej. Ludzie różnie się starzeją, tak samo jak różnie dojrzewają. Jeszcze nie wiem czy i jakie choroby Ją dotkną. Boje się.
Może być tak różnie.
Mogę mieć mniej sił niż będzie trzeba. Mogę czasu nie mieć tyle ile bym chciała i ile Ona będzie potrzebować.
Nie udała się starość Panu Bogu. Oj nie.

Im jestem starsza, tym bardziej Ją doceniam.
Ją, Jej obecność. To że NIGDY nie odmawia pomocy, zawsze cieszą ją odwiedziny wnuczka mimo, że zdarzają się średnio 4x w tygodniu bo odbierają Go z przedszkola.

Zauważam więcej. Dziękuję częściej. Rozumiem lepiej.

Coraz częściej myślę o tym, że Jej zabraknie.

Próbuję znaleźć sposób żeby czas z Nią był pełniejszy. Żeby chwile wspólne gdzieś schować i przechować na zapas. Na gorsze, samotne dni.

Tak wiele błędów w życiu popełniamy. Tak wielu rzeczy żałujemy. Tak cholernie czasu nie cofniemy, nie dodamy.
Im bardziej jesteśmy zajęci, gonimy, chcemy więcej i bardziej, dla siebie, dla dzieci, dla rodziny, tym bardziej ten czas ucieka. Jakby śmiejąc się z nas, że łapiąc jedno tracimy drugie.  Zarabiamy, rozwijamy się ale w tym samym czasie mija czas, zostaje go proporcjonalnie mniej na te rzeczy, które w tamtym czasie odkładaliśmy. Zdarza się, że to był jedyny czas. Że kiedy już uznamy, że wystarczająco zdobyliśmy, że nadszedł czas dla rodziny - jej już może nie być. Że po tygodniu pędu w pracy bo szef gonił, chcemy w końcu odpowiedzieć na setki nieodebranych połączeń od Niej...a Ona już nie odbierze.
To niesamowicie ciężkie. Nasz los jest nieznany. Musimy zarabiać, musimy się rozwijać dla samych siebie, dla własnej równowagi psychicznej, ale zawsze coś równocześnie tracimy, Tak być musi. Nie można mieć wszystkiego.

Niczego nie doradzę. Jak widać sama mam jedynie świadomość a życie każdego wygląda inaczej i każdy ma swoje priorytety, jednak jedno wiem

OD MAMY ZAWSZE TRZEBA ODEBRAĆ TELEFON  

bo nigdy, przenigdy nie wybaczysz sobie, jeśli ten nieodebrany okaże się ostatnim.

A może dziś zadzwonicie do Niej i ot tak, zapytacie jak dzień mija? Albo zapytacie o jakiś prosty pomysł na kolację - poczuje się wciąż potrzebna:)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każdy komentarz